Czasami człowiek musi...
RSS
środa, 25 stycznia 2012
Drugie podejście

Słońce, plaża, piasek… jak patrzę na ten brudny śnieg za oknem, marzy mi się lato… Jestem stworzeniem zdecydowanie ciepłolubnym i każdej zimy z utęsknieniem wypatruję wiosny. Nie znoszę kurtek, kozaków i czapek. Rękawiczki nagminnie gubię. Cierpię na wieczny katar i niedobór słońca.

Latem natomiast nie przeszkadzają mi upały, ani nawet komary :-). Mogłabym cały dzień spędzić na plaży, grzejąc się w promieniach słońca, a potem jeszcze całą noc, oglądając gwiazdy. Dlatego tak się cieszę, że robimy podejście numer dwa do Egiptu. W tamtym roku się nie udało z uwagi na zamieszki (dla przypomnienia można zajrzeć tutaj). W tym roku już nic nie powinno nam stanąć na przeszkodzie.

Dwa tygodnie błogiego lenistwa przy 100% gwarancji pogody :-). Od połowy czerwca czekają na nas słońce, rafa koralowa i zapasy medykamentów na zemstę faraona! Jupi!

09:58, bigosstud
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 stycznia 2012
Kondolencje

Na jedną czwartą etatu pracuje u nas Krzysiek – informatyk. To przemiły i niezwykle kompetentny człowiek. Wpada do nas w miarę potrzeby raz, dwa razy dziennie. Na co dzień jest kierownikiem dużego działu informatycznego w firmie, która ma siedzibę w tym samym biurowcu, co nasza.

Krzysiek jest „dobrym duchem” naszego biura. Gdy mamy tzw. „akcję” i zdarza nam się siedzieć po nocach, zawsze pomoże, pocieszy, czy odwiezie do domu. Był na ślubach nas wszystkich. Wie, co się dzieje w naszych domach i to jemu najczęściej wypłakujemy się po przejściach ze Smoczycą.

W piątek zmarła ciężko chora mama Krzyśka. Z racji tego, że Smoczyca nie przejawiała żadnej chęci sfinansowania z firmowych pieniędzy wieńca i nekrologu, postanowiliśmy zrobić zrzutę wśród pracowników. Wczoraj razem z Kingą napisałyśmy krótkie, ale z serca płynące kondolencje, podpisując je „Koledzy i Koleżanki z X”. Pech chciał, że wszystkim zainteresowała się Smoczyca.

- Co to jest? Hmm…. Nawet ładnie napisane, ale wolałabym, by tu było napisane „Dyrektor i pracownicy”.

- Ależ pani dyrektor, nie pozwoliła pani wziąć tego nekrologu na fakturę, to postanowiliśmy sfinansować go sami. To kondolencje od nas, od współpracowników – zaprotestowała Kinga.

- Ja też jestem współpracownikiem. Mogę się wam dorzucić, ale ma być „Dyrektor i pracownicy X”.

- Nie trzeba, naprawdę. To są kondolencje od nas prywatnie i chcemy, by były podpisane „Koledzy i koleżanki” – tym razem to ja się zaparłam.

Smoczyca przez dłuższą chwilę mierzyła się z nami wzrokiem, aż w końcu powiedziała:

- No dobra, wygrałyście. Zapłacę za ten nekrolog, ale ostatni raz powtarzam, że ma być podpisane  „Dyrektor i pracownicy X” – po czym odkręciła się na pięcie i wróciła do gabinetu.

Wściekłam się tak bardzo, że byłam gotowa zamówić druk dwóch różnych nekrologów, od nas i „firmowych”, ale niestety reszta moich współpracowników uznała, że byłoby to jawne wypowiedzenie Smoczycy wojny. I że się na bank odegra.

Kondolencje ukazały się w dzisiejszej gazecie. Oczywiście, z jedynym słusznym podpisem.

13:54, bigosstud
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 stycznia 2012
Dobry dzień

Tydzień zaczął się jak nigdy :-). Po długich tygodniach oczekiwania mama Mojego Lubego odebrała w szpitalu wyniki swoich badań. I wielki kamień spadł nam z serca, bo były dokładnie takie, o jakich marzyła! Teraz czeka ją operacja, by pozbyć się paskudztwa, które zalęgło się w jej ciele. Ale najważniejsze, że wszystko będzie dobrze!!!

Jakby tego było mało, wczoraj moja mała siostrzyczka zrobiła wielki krok w swojej karierze farmaceuty. Zdała z przytupem egzaminy uprawniające ją do pełnienia funkcji kierownika apteki :-). Stresowała się okrutnie już od kilku miesięcy i absolutnie nie dała przekonać, że jest najlepsza i zda z palcem w nosie. No i co siostra?! A nie mówiłam :-)?!

Mojemu Lubemu też się szczęściło od samego rana. Najpierw zadzwonili do niego z okręgowej izby radców prawnych, żeby przyszedł odebrać w kasie tysiąc złotych! Zmieniło się rozporządzenie w sprawie opłat za aplikację i obniżyli koszty z pięciu tysięcy na cztery :-). Mój Luby dostał zwrot nadpłaconej części, a nie ukrywam, że kasiorka nam się przyda. Natomiast kilka godzin później zawarł przed sądem ugodę. Bardzo korzystną dla swojego klienta.

A to nie był koniec dobrych wieści. Wieczorem naszym bliskim znajomym urodził się zdrowy, silny i przepiękny synek – Nikodem :-)! Gratulujemy kochani!

To był naprawdę dobry dzień :-).

10:05, bigosstud
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Suknia

Weekend minął mi pod hasłem „suknia ślubna”. Moja przyjaciółka Anetka wychodzi latem za mąż i uznałyśmy, że czas najwyższy rozejrzeć się za jakąś szałową kiecką. W końcu wybór sukni ślubnej to jedna z najważniejszych decyzji dla przyszłej panny młodej. Koncepcja Anetki obejmowała mnóstwo falban, pasek w jakimś pastelowym kolorze i dekolt w serduszko. A że chudzina z niej straszliwa, falbany mogły okazać się naprawdę dobrym pomysłem.

Jako przyszła świadkowa zaangażowałam się w te poszukiwania całym sercem. Wstałam skoro świt, zaopatrzyłam się w wygodne buty i przykładową biżuterię dla młodej, no i ruszyłam do punktu zbiórki. Pogoda może była mało sprzyjająca wędrówkom po mieście, ale cel mocno szczytny :-). Nasza banda liczyła cztery osoby: Anetka, jej mama, bratowa, no i ja. W planach miałyśmy zwiedzenie co najmniej sześciu salonów.

Mając w pamięci własne wybieranie sukni, liczyłam na cudnie spędzony czas, pełen śmiechu i wzruszenia. Na pełne zaangażowanie wszystkich babeczek, szczere rady, słowa pochwały, ale i krytyki. Ale już w pierwszym salonie okazało się, że nic z tego. Już przy drugiej sukience bratowa Anetki zaczęła kręcić się niecierpliwie na krześle, co chwilę spoglądając na zegarek. Przy trzeciej oznajmiła, że „na chwilkę wyskoczy do kosmetycznego, bo koniecznie musi coś tam sobie kupić”. Natomiast mama Anetki zła, że Anecie nie podoba się sukienka, którą dla niej wybrała, stwierdziła, że ona tu do niczego nie jest potrzebna i po prostu wyszła z salonu.

Próbowałam ratować jakoś sytuację, mówiąc Anecie, że jej mama wyszła, bo tak się wzruszyła, ale nie wiem, czy w to uwierzyła. Gdy po jakimś czasie wyszłyśmy z salonu, zaczęłyśmy ich szukać. Okazało się, że obie (mama i bratowa) buszują w sklepie obok na przecenach. A bratowa Anetki nie zdążyła jeszcze dotrzeć do kosmetycznego. Coraz bardziej zła Anetka zarządziła, że do następnego salonu idziemy same, a one dojdą, jak już pozałatwiają swoje sprawy.

Kolejne godziny upłynęły nam na milczeniu mamy Anetki i nieobecności bratowej. Ta ostatnia musiała bowiem w międzyczasie „koniecznie odebrać zdjęcia od fotografa i zajrzeć do kilku sklepów, bo żal takie okazje przegapić”. Brak słów normalnie.

Sukienkę wybrałyśmy w końcu dokładnie taką, jaką sobie Anetka wymarzyła, ale oczka miała smutne. A to mógł być taki fajny dzień…

09:59, bigosstud
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 stycznia 2012
Nowy Rok

Święta minęły niepostrzeżenie, tak szybko, że nie zdążyłam się nawet nimi nacieszyć. Bo kto to słyszał, by wigilia przypadała w sobotę! Skandal :-)! Tym bardziej, że 23 grudnia trzeba było iść do pracy. Jesienna aura też nie była pomocna w tworzeniu świątecznej atmosfery. Przed kompletnym zapomnieniem, że to koniec grudnia, ratowała mnie tylko żywa choinka i pachnące cynamonem świeczuchy. No i prezenty! Musiałam być bardzo grzeczna w tym roku, bo dostałam mnóstwo przepięknych rzeczy. Dziękuję Święty Mikołaju!

Sylwester to już inna historia. Było hucznie, wesoło, smacznie i tanecznie. Bawiliśmy się do rana w naszych 39 m2 w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Moje obawy, że przy tak dużej ilości osób będzie ciasno i problematycznie, okazały się zupełnie bezpodstawne. Udało się nawet wygospodarować parkiet do tańca, z którego zresztą goście skwapliwie skorzystali!

W pracy też miło. Rozmnożyła się druga córka Smoczycy (bliźniaczka tej, która urodziła dziecko w listopadzie), więc pierwszy tydzień stycznia mija mi błogo bez wyższej instancji nad głową. To niesamowite, jak sprawnie idzie praca, gdy nie muszę co chwila spełniać zachcianek szefowej. Nie latam do baniaczka z wodą, by zrobić jej piątą z rzędu kawę, nie tracę czasu w sklepowej kolejce po bezcukrowy jogurcik i nie muszę po 12 razy zmieniać pisma, tylko po to, by ostatecznie wrócić do pierwotnej wersji. Swój tygodniowy przydział zrobiłam w dwa dni i teraz spędzam miło czas, czytając e-booki.

Jeżeli cały 2012 rok będzie tak pozytywny, jak jego pierwsze dni, to naprawdę nie mogę sobie życzyć lepszego :-).

14:31, bigosstud
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20